NOWE ZASADY

Z perspektywy nowych zasad, takimi wzorcami mogły być jedynie te osoby, które nie obawiały się zasłużyć na miano ekscentryków. Należeli dó nich snob, dańdys, fircyk, „incroyables” i „merveilleu- ses”, mówiąc krótko, cały szereg osób nietypowych, aktorzy i aktorki, następnie ludzie z „demi-monde”, którzy szczególnie we Francji odgrywali dosyć istotną rolę. Burżuazja przejmowała ich mody, gdy już nie były tak bardzo ekscentryczne, ale jeszcze ciągle wyróżniały. Najbardziej charakterystycznym zjawiskiem była tutaj jednoznaczna rezygnacja z wszelkich krańcowości. Hasłem – złoty środek. W ten sposób nowość stawała się modna dopiero wtedy, gdy się dobrze „przetarła”. Była uważana za coś wytwornego, to znaczy dystyngowa­nego i wyróżniającego, gdy tylko przestawała być ekscentryczna.

SPRZECIWIENIE KANONOWI

A to sprzeciwia się kanonowi przyzwoitości; człowiek powinien się dostosowywać, a nie odróżniać od innych i w miarę możliwości stosować się jak najściślej do powszechnie przyjętych zasad. I oto ze zdumieniem spostrzegamy, że dziewiętnastowieczna burżuazja nie była zdolna do jakiejkolwiek twórczej działalności w dziedzinie mody. Nie potrafiła się obejść bez wzorów. Tym samym dochodzimy do nowej zasady rozpowszechniania się mody, a mianowicie poprzez wzory, które teraz będą naśladowane w ścisłym tego słowa znaczeniu. Nie można jednak już było brać przykładu bezpośrednio z dworskiej arystokracji (chociaż i to się jeszcze zdarzało), powstaje zatem pytanie, na kim miała się wzorować rządząca burżuazja.

PRZEKROCZENIE GRANIC

Z tego powodu ustalenie reguł, jakim podlegały wówczas modne zachowania, będzie niezwykle trudne. Przedstawiciele nowej burżua­zji byli rozdarci między dniem wczorajszym a jutrzejszym, nie mieli przy tym własnej tradycji, która mogłaby stanowić względnie pewną wskazówkę zachowania na dzień dzisiejszy. Mówiąc inaczej,^ nie można ubierać się ani według wczorajszej, ani według jutrzejszej mody. Moda wczorajsza staje się powszechna i „spowszedniała”. Modę jutrzejszą pozostawiano snobom, którymi z kolei pogardzano. Tym samym problem modnych nowości stał się problemem epoki. Mianowicie to, co naprawdę nowe, w momencie, w którym pojawiało się po raz pierwszy w kręgach burżuazji nie było bynajmniej tak zupełnie nowe; gdyż człowiek, który by chciał przyjmować natych­miast wszystkie innowacje, „przekroczyłby granice”.

KANON PRZYZWOITOŚCI

A ponieważ od początków wieku XIX olbrzymie masy ludzkie dostępują również społecznego i ekono­micznego awansu dzięki systemowi gospodarki przemysłowej, „szczyty społeczne” zmuszone są w istocie do nieustannych zmian mody, gdyż wiele innych grup depcze im po piętach. Pod tym wpływem tworzył się nowy kanon przyzwoitości, którego opis nie jest bynajmniej sprawą prostą, gdyż pierwszą cechą wyróż­niającą nie będzie już tutaj po prostu dobre urodzenie. Zasadniczą wagę przywiązywać się zaczęło raczej do samej etykiety, którą wobec braku jakiejkolwiek tradycji trzeba było budować od podstaw, bo przecież burżuazja społeczeństwa przemysłowego rekrutowała się na ogół z zupełnie innych warstw niż stare kupiectwo dawnych miast.

JEDYNA DROGA WYRÓŻNIENIA

Jedyną drogą wyróżnienia, jaka w gruncie rzeczy pozostała nowej burżuazji, była izolacja, ponieważ zgodnie z prawem, które sama ustanowiła, ludzie nie dzielili się na lepiej i gorzej urodzonych, co pozwalało wyodrębnić arystokrację. Tak więc burżuazja musiała sztu­cznie podkreślać dystans, jaki dzielił ją od innych. Występował przy tym swoisty paradoks: pogarda dla ludu, która charakteryzowała już Ancien Rśgime, pogłębiała się jeszcze bardziej w momencie, w któ­rym lud dochodził do władzy. Modne zachowanie stało się teraz w pewnym sensie życiową koniecznością; nie mogło ono zarazem obyć się bez konkurencji. Bowiem tam, gdzie jedyną cechą wyróżnia­jącą jest posiadanie, bariera jest bardzo niska; urodzenia nie można zdobyć, pieniądze jak najbardziej.

WŁASNY STYL

Tymczasem w stanowym i arystokratycznym systemie życia wszystko zaczynało się właśnie od własnego stylu, własnej etykiety, do czego dopiero wtórnie dochodziła manifestacja bogactwa. Nieza­leżne od tego było oczywiście przetrwanie po prostu ducha feudatiz- mu i powstanie właściwej „arystokracji pieniądza”. Pozwoliło to niektórym rodzinom zachować ciągłość od początku wieku XIX do dziś i swoją uprzywilejowaną pozycję ekonomiczną wykorzystać do wypracowania rodzaju stylu życia. Siłą rzeczy chodzi tutaj jednaktylko o  znikomą grupę.

 

ZNANY SYSTEM

Znano ten system również we Francji, ale tam pełnił on inną funkcję, bo tanie i różne luksusowe wydania ukazywały się jednocześnie; rezultat jest na ogół ta ki, że ktoś, komu spodoba się dana książka, po przeczytaniu jej wtanim wydaniu, później to lepsze wstawia do swojej szafki bibliotecznej. Niewątpliwie również we Francji liczy się czysto finansowy punkt widzenia i sno­bizm; przy tym jednak przetrwał jeszcze stosunek do książki jako do dzieła sztuki, z czym wiąże się jej ocena. Spoza zjawisk tego typu wygląda jednak coraz częściej prawdziwe oblicze przemysłowego społeczeństwa pewnego swego nowego bogactwa, które można zdobyć na wiele różnych sposobów {o czym pisał na przykład Balzak w swoich powieściach), tak że bogaci nie tworzą żadnej zamkniętej grupy.

TENDENCJA DO ODCIĘCIA

Tendencja do odcięcia się, tak widoczna wśród wyższych warstw burżuazji, przenosi się na wszystkie przejawy życia. Wszystko jest „pierwszej”, „drugiej” lub „trzeciej” klasy: koleje czy miejsca siedzą­ce w teatrze. Cechą wyróżniającą jednak nie jest już to, „jak” się zachowujemy, lecz po prostu „cena”, przez co pieniądz i charakteryzu­jąca go bezwzględność objawia się nagle jako właściwy wyróżnik stylu życia. Chcielibyśmy podkreślić, że takie nastawienie jeszcze bardzo niedawno miało wielkie znaczenie nawet wświecie książek, na przykład w Anglii aż do II wojny światowej powieści ukazywały się najpierw w droższym wydaniu (przeciętnie po 12 szylingów) i kupo­wała je wtedy zamożna i zarazem szczególnie wrażliwa na modę publiczność; kilka miesięcy później wychodziło drugie, tańsze (prze­ciętnie 7,5 szylinga), a wreszcie po roku albo po kilku latach wypusz­czano wydanie popularne za szylinga.

STANY I KLASY

Z tego punktu widzenia wychodząc próbuje się przedstawiać pewne margi­nesowe zjawiska współczesnego społeczeństwa, jak pochodne owe­go już od dawna wyblakłego „monde”, mówiąc na przykład o „demi- -monde”, półświatku. Nawiasem mówiąc, bardzo podobnie postępu­ją ci, którzy używając tych samych słów sprowadzają do jednej i tej samej płaszczyzny nowy i stary świat, nazywając współczesnych robotników i proletariat z początków wieku XIX „czwartym stanem”. Nie zastanawiają się nad tym, że samo istnienie robotników i proleta­riatu przekreśla istnienie jakiegokolwiek systemu stanowego i świad­czy raczej o całkowicie odmiennym, porewolucyjnym ustroju klaso­wym. Stany i klasy to przecież nie to samo, nawet jeżeli na początku wieku XIX czołowa grupa nowej burżuazji tak bardzo próbowała upodobnić się w swoim zachowaniu do dawnej arystokracji.